
Czasami, kiedy obserwujemy czyjeś życie z boku, wydaje nam się, że jest to jedno wielkie pasmo powodzenia i sukcesów. Ale każdy ma swoją drogę pokory i umierania własnego ego. Dla mnie tą niełatwą ścieżką jest życie na emigracji. Przeprowadzka do nowego kraju, gdzie nie znasz języka, gdzie nagle Twoje wykształcenie nie ma znaczenia, Twoje dotychczasowe osiągnięcia, doświadczenie zawodowe również. Wszystko to, kim dotąd byłeś/aś, co osiągnąłeś/ęłaś nie ma kompletnie znaczenia. Nie masz znajomości, kontaktów, mieszkania, pracy. Tracisz wsparcie rodziny i przyjaciół. Stykasz się z zupełnie inną mentalnością i kulturą, którą najpierw potrzebujesz zrozumieć, żeby móc się jakoś w niej odnaleźć. Jako osoba po studiach robisz jeszcze raz szkołę podstawową, tym razem w innym języku. To kształtuje Twój charakter i pokorę. Kiedy wydaje Ci się, że już umiesz się skomunikować w obcym języku, pani w sklepie przechodzi z Tobą na angielski 🙂 Często musisz pracować poniżej swoich kompetencji. To są niewygodne doświadczenia…To pomogło mi też bardziej namacalnie zrozumieć, co oznacza, że na tym świecie wszyscy jesteśmy przechodniami, emigrantami…Pojawiamy się tylko na chwilę…To, że masz gdzie mieszkać, masz pracę, pieniądze na jedzenie, wsparcie rodziny, przyjaciół, wspólnoty, to wszystko nie jest oczywiste. Każdy ma swoją drogę rozwoju, swoją listę sukcesów i porażek (niektórzy panicznie unikają tego słowa), swój bagaż doświadczeń, czasem trudnych i bolesnych. Czasem próbujemy od tej drogi uciec. Ale tak czy inaczej potrzebujemy ją przejść, żeby w pokorze, czyli prawdzie myśleć o sobie i innych. Pozdrawiam wszystkich na emigracji 🙂
