Sufit dla jednych jest czyjąś podłogą



Kiedy myślisz, że już poukładałeś sobie życie, przychodzi Bóg i wszystko zmienia” (Jentezen Franklin). Większość z nas nie lubi zmian, szczególnie takich, który wywracają nasze życie do góry nogami, łączą się z ryzykiem i poczuciem niestabilności. Im starsi jesteśmy, tym więcej chcielibyśmy stabilizacji. Muszę przyznać, że zawsze miałam dużą wyporność na zmiany i brak stabilizacji. Ostatnio zatęskniłam do stałości. Jeśli jednak wiem, że potrzebuję zmiany, nawet gdy będzie mnie ona dużo kosztować, choć boję się tego ryzyka, to warto… Nie dojdę do Ziemi Obiecanej, jeśli zostanę tam, gdzie jestem. Życie to podróż. Podróże to i przygody i ryzyko i nieznane i ciągłe pakowania i rozpakowywania. Akurat tych ostatnich dwóch nie lubię… Nawet, jeśli potrzebuję stałości, to nie chcę żyć w stagnacji. Bo jedyną stałą w życiu, to fakt że nie ma rzeczy stałych, niezmiennych. Jeśli nie zaryzykuję, nie dowiem się, czy było warto. Jeśli nie zaryzykuję, nie mogę potem narzekać, że nadal nic się nie zmieniło. Mogę albo pogodzić się z tym, jak jest, albo próbować coś zmienić.
fot. Alexas Fotos
„W życiu nie ma bezpieczeństwa- są tylko różne poziomy ryzyka (…). Wielu boi się niepowodzenia. Ale czy zastanawialiście się kiedykolwiek, co właściwie złego jest w niepowodzeniu? U jednych niepowodzenie wywołuje poczucie winy, u innych- poniżenia”. (Michael Yardney). Taką mądrość wyczytałam w książce, opisującej na podstawie badań nawyki bogatych i biednych. Muszę przyznać, że w ostatnich latach różne doświadczenia na emigracji mogłabym nazwać niepowodzeniami. Taka przynajmniej była moja percepcja. Wykonałam wiele wysiłku w warunkach jakie miałam, a efekt był w moich oczach niewielki. Dzięki temu inaczej spojrzałam na swoje życie i życie ludzi wokół mnie. Pojęcia sukcesu, powodzenia czy niepowodzenia są względne. To są nasze wewnętrze subiektywne odczucia. Jeśli uzależniamy poczucie spełnienia od tego jaką mamy pozycję, ile mamy, co umiemy, na ile jesteśmy wyedukowani, jakie mamy warunki, jak patrzą na nas inni, możemy być sfrustrowani, jeśli nasze oczekiwania w tych dziedzinach nie będą spełnione. Tymczasem umiejętności cieszenia się życiem tu i teraz, w okolicznościach i warunkach, jakie mamy na dziś, trzeba się nauczyć. Wdzięczności i dziękowania trzeba się nauczyć. Nawet jeśli za ileś lat dojdziemy do tego wymarzonego miejsca, możemy nie umieć się nim cieszyć, jeżeli nie mamy w sobie wdzięczności, jeśli zaczynamy się porównywać z innymi. Nadal istnieją dziedziny w moim życiu, w których nie czuję się spełniona, ale nie chcę się poddawać na tej drodze. Pomimo okoliczności, bagażu z przeszłości czy niepowodzeń. Jeżeli jest jakaś dziedzina w Twoim życiu, w której nie czujesz spełnienia, nie poddawaj się. Rób tyle, ile możesz, naucz się czerpać radość z życia tu i teraz. Nie porównuj się. Każdy ma swoją niepowtarzalną drogę, nie mniej i nie bardziej ważną niż ktoś inny. Potrzebujemy tylko zmienić naszą ludzką percepcję. Resztę zostaw Najwyższemu, a jeśli nie jesteś wierzący, to losowi

Nie mam dziś nic mądrego do powiedzenia… Mój mózg odpoczywa i nie analizuje. Staram się za dużo nie myśleć… Ładuję baterie, resetuję się i łapię słońce. Jutro znów ma być u nas zimno i deszcz…Ten cudowny stan zawieszenia i nie myślenia za dużo nawet mi odpowiada… Nauczyłam się psychicznie odpoczywać dopiero w Szwecji. Tutaj fika, czyli przerwa na kawę, jest wpisana w kulturę. Dzień bez fiki to dzień stracony 🙂 Innym słowem, występującym chyba tylko w Szwecji, jest wyrażenie „lagom”, czyli „umiarkowany”, „w sam raz”. To słowo zrzuca z człowieka presję działania ponad siły. Nie musisz mieć ciągle więcej, nie musisz ciągle bardziej. W Szwecji bycie lagom jest ok. Drugie powiedzonko „ta det lugnt”, czyli coś w stylu „weź to na spokojnie” również wskazuje na to, że nie musisz się stresować. Możemy zrzucić z siebie ten balonik presji i nadmiernych oczekiwań, które często sami na siebie nakładamy. Ciekawe, że w polskim słowniku nie ma wyrażeń, które by oddawały konotację tych słów. Dziś niedziela, życzę Wam kochani odpoczynku duszy i ciała

„W życiu nie wygrywają najbogatsi, najbardziej przebojowi, najzdolniejsi. W życiu wygrywają Ci, którzy postanawiają wygrać. A Ty czego chcesz od życia?” Te zdania wypowiada Sonia (Małgorzata Foremniak) pod koniec filmu „Jak poślubić milionera”. Film może i nie najwyższych lotów intelektualnych, dla mnie jednak był zabawny. A ta sentencja skojarzyła mi się z filmem „W pogoni za szczęściem”. (Ten film warto obejrzeć). Wygraną rozumiem jako każdą nawet małą zmianę ku lepszemu w naszym życiu, chociażby np. zmianę jakiegoś nawyku, którzy nam szkodzi, zmianę myślenia o sobie w jakiejś dziedzinie, przełamanie bagażu naszych rodziców, a czasem po prostu, wyjście z depresji, a czasem po prostu przetrwanie. To właśnie determinacja, bardziej niż nasze talenty i zdolności, wiara w to, że musi się udać, pozwala na przełamanie trudnych okoliczności. Pytanie, jak bardzo czegoś chcesz i jaki koszt chcesz ponieść, żeby tam dojść. Czasem uznajemy, że koszt emocjonalny, czy koszt dla naszej rodziny jest zbyt duży. Czasem jesteśmy w sytuacji, w której i tak nie mamy nic do stracenia. Bywa, że sytuacja jest na tyle poważna, że musimy coś zmienić. Tak czy inaczej warto dojść do momentu, kiedy mam świadomość dokonanego wyboru, wiem, dlaczego tak wybieram. Zamiast egzystować w poczuciu bycia zmuszonym do życia w sposób, w jaki nie chcę, zaaranżowanego przez okoliczności, które mi nie odpowiadają. Życzę nam wszystkim dobrych życiowych wyborów.
fot. Sabine van Erp
Niezależnie, kto wygrał wybory, świat toczy się dalej. A my możemy coś dobrego temu światu dać. Swoim życiem, postawą miłości i szacunku do każdego człowieka, pokazać, że chrześcijanie są normalni. Swoją pracą nad sobą (we współpracy z Duchem Świętym), miłością do siebie samych (bo kto nie umie kochać siebie, nie będzie umiał prawdziwie pokochać innych), wiarą, dzięki której możemy robić rzeczy, których nie udźwignęlibyśmy bez niej. „Beze Mnie nic nie możecie uczynić” (Jn 15, 5), jednocześnie możemy wiele z Nim i w Nim. Zawsze możemy zrobić coś dobrego tam, gdzie jesteśmy, w tym czasie, w którym jesteśmy. I pamietajmy „pokora nie da się obrazić”(Bogdan Olechnowicz). Dobrze życzmy tym, którzy nam źle życzą. To jest szaleństwo miłości i prawdziwego chrześcijaństwa. Pozdrawiam wszystkich w ten piękny dzień z wycieczki:)


Czy masz czasem wrażenie, że zbierają się nad Tobą czarne chmury niesprzyjających okoliczności i wszystko układa się inaczej niż zaplanowałaś/zaplanowałeś? Pojawia się wtedy pewien rodzaj presji, jakby się szło w czymś gęstym, a Twoje nogi pomimo Twoich wysiłków, grzęzną i nie możesz poruszyć się do przodu, choć przecież idziesz. Odczuwasz wtedy większe zmęczenie i napięcie. Bywają to kwestie kluczowe w naszym życiu czy w życiu naszej rodziny. Na szczęście zawsze po takich chmurach pojawia się słońce. U nas ostatnio nad naszym domem fizycznie pojawiła się tęcza, właśnie po takich chmurach niesprzyjających okoliczności. Tak więc, jeśli takie trudne okoliczności się pojawiają, one nie będą trwały wiecznie. W życiu tak bywa, czasem słońce, czasem deszcz. U nas właśnie deszcz… Ale w pamięci mam słońce i tęczę 🙂
fot. Mike Goad