Podróż życia

Kiedy myślisz, że już poukładałeś sobie życie, przychodzi Bóg i wszystko zmienia” (Jentezen Franklin). Większość z nas nie lubi zmian, szczególnie takich, który wywracają nasze życie do góry nogami, łączą się z ryzykiem i poczuciem niestabilności. Im starsi jesteśmy, tym więcej chcielibyśmy stabilizacji. Muszę przyznać, że zawsze miałam dużą wyporność na zmiany i brak stabilizacji. Ostatnio zatęskniłam do stałości. Jeśli jednak wiem, że potrzebuję zmiany, nawet gdy będzie mnie ona dużo kosztować, choć boję się tego ryzyka, to warto… Nie dojdę do Ziemi Obiecanej, jeśli zostanę tam, gdzie jestem. Życie to podróż. Podróże to i przygody i ryzyko i nieznane i ciągłe pakowania i rozpakowywania. Akurat tych ostatnich dwóch nie lubię… Nawet, jeśli potrzebuję stałości, to nie chcę żyć w stagnacji. Bo jedyną stałą w życiu, to fakt że nie ma rzeczy stałych, niezmiennych. Jeśli nie zaryzykuję, nie dowiem się, czy było warto. Jeśli nie zaryzykuję, nie mogę potem narzekać, że nadal nic się nie zmieniło. Mogę albo pogodzić się z tym, jak jest, albo próbować coś zmienić.
