fot. designmeliora, Pixabay
Muszę się przyznać. Nie mam szpilek. Miałam nawet kiedyś, ale stopa po trzech ciążach już się nie mieści w poprzedni rozmiar. Ostatnio coraz bardziej lubię casual i adidasy. W sukienkach prawie nie chodzę. Maluję się, jak coś nagrywamy lub do pracy, żeby nie odstraszać. Biżuterii prawie nie noszę. Może jutro mi się to wszystko zupełnie odmieni. Bo mam fazy i na kobiecość…W obcasach jednak bolą mnie nogi i ciężko jechać na rowerze. Makijaż, jak pada deszcz i wieje wiatr, raczej nie przetrwa. Oczywiście trzeba o siebie dbać itd., ale cenię sobie wolność nie muszenia wyglądać, że mogę wyjść z domu bez makijażu…Czuję się dobrze w swoim ciele i ze sobą, nie muszę mieć drogich ciuchów i wstawiać fotek na Insta. Oczywiście fajnie czuć się kobieco, ale można czuć się kobieco i w dresach. Oczywiście trzeba jakoś wyglądać, jak się idzie do ludzi, do pracy (20tka już mi dawno minęła), ale nie zawsze musi mi się chcieć. Kobiety w szpilkach i adidasach, w sukienkach i w dresach, w makijażu i bez, jesteście piękne i jesteście OK. Chłopaciary, dresiary, naturalsy, adidasówki, matki Polki i nie matki, te zmęczone, te zawsze pachnące i wyglądające, te, co na rowerze i na rolkach, te, co w powyciąganym swetrze po nieprzespanej nocy z maluszkiem, jesteście piękne tak po prostu! Często kupujemy coś, ubieramy się w określony sposób, bo co ludzie powiedzą, bo inne kobiety nas ocenią, bo faceci nie zawieszą oka, bo już nie modne w tym sezonie itd., bo trzeba, bo wypada, bo
inni…Bo mama zawsze mówiła to czy tamto …Mam czasem ochotę mieć to wszystko w głębokim poważaniu 🙂 To wszystko jest w gruncie rzeczy dość błahe…A tak często oceniamy po tym, co widzimy. Oceniamy po opakowaniu…Oglądamy insta i oceniamy, kto ma ile pieniędzy, jakie ciuchy, jaki dom. A co mnie to obchodzi…
