Nasze dzieci nie należą do nas

Choć „wszystkie dzieci nasze są”, jak śpiewała Majka Jeżowska, nasze dzieci nie należą do nas. One nam są powierzone. Chcemy je wyposażyć we wszystko, co tylko sami mamy, żeby czuły się szczęśliwe i kochane, miały poczucie wartości, budowały zdrowe pełne zaufania więzi. Chcielibyśmy, żeby miały w życiu pasję do czegoś, umiały troszczyć się o ludzi i otaczający ich świat, żeby umiały niezależnie myśleć, nie dawały sobie wciskać kitu, umiały powiedzieć nie. Dużo tego, ale można to sprowadzić do mnóstwa przytuleń, doceniania, słuchania, pozwolenia na wyrażanie emocji. Ja jeszcze nie mam dzieci w wieku nastoletnim, ale nasze dzieci już nie mają problemu z wyrażaniem swojego zdania, asertywnością i negocjacjami 🙂 Jako pedagog cieszę się z tego. Jako rodzic chciałabym, żeby potrenowały czasem te umiejętności gdzieś indziej niż w domu 🙂 Ale dom to najbezpieczniejsze miejsce. Tam powinniśmy czuć się kochani i akceptowani, żeby wyrazić swoje emocje, nauczyć się je nazywać i słuchać się wzajemnie. Nasz najstarszy syn ma już 10 lat. Dzieci tak szybko rosną…Warto łapać te chwile z nimi, bo ani się obejrzymy, a oni już stają się nastolatkami, a potem dorosłymi…

fot. Alicja, Pixabay