
Istnieje coś więcej niż tylko świat materialny. Niektórzy mają to poczucie, że po drugiej stronie musi być coś jeszcze. Uwielbiam jedną z ostatnich scen „The Truman show”, kiedy bohater dociera na kraniec sztucznie wykreowanego świata i przedziera się na drugą stronę. To, co różni kreatora świata z filmu, a prawdziwego Stwórcę, to danie wolności wyboru, nawet za cenę tego, że podejmiemy złe decyzje i poniesiemy czasem bolesne konsekwencje. Bóg nie używa nas jako środka do swoich celów, On nami nie manipuluje. On nie zmusza nas żebyśmy żyli według Jego woli. On chce z nami więzi miłości, która polega na tym, że wybieramy życie z Nim i dla Niego. A motywacją do tej wzajemnej relacji jest miłość. Nie wiem jak, ale od kiedy pamiętam, nie miałam wątpliwości, że Bóg istnieje. Drugą kwestią było to jaki mam obraz Boga i kim On dla mnie jest. Jak wytłumaczyć komuś, kto żyje tylko tym co namacalne, materialne, tylko tym, co można nazwać, zmierzyć, udowodnić, że Bóg istnieje? Kiedy Bóg wymyka się tym wszystkim kategoriom. Są tacy, którzy widzą go w tym, w jaki sposób została stworzona natura, w zachodzie słońca, czują w dźwiękach muzyki. Oni po prostu wiedzą, że On jest. Bo On mówi o sobie „Jestem, który jestem”. I tu pojawia się doświadczenie. Doświadczenia nikt Ci nie odbierze i nawet jeśli ktoś próbuje podważyć, Ty wiesz, jakie było Twoje osobiste przeżycie. Nawet, jeśli zawiedzie Cię instytucja, zawiodą ludzie wierzący, Jego miłość nie zawodzi. To dlatego doświadczenie Bożej ojcowskiej bezwarunkowej miłości jest tak istotne dla naszej wiary. Dopiero to doświadczenie daje nam zrozumienie, że chrześcijaństwo nie jest systemem nakazów i zakazów, ale relacją miłości zbudowaną na zaufaniu…
