Skłócona rodzina
fot. Mariangela Castro (Mary), Pixabay
Mam wrażenie, że chrześcijanom jest czasem tak dobrze we własnym sosie, że zapominają, iż istnieje świat zewnętrzny i że ludzie poza myślą zupełnie inaczej. Albo ten świat jawi im się jako tylko zły, jako istna Sodoma i Gomora. A rolą chrześcijan nie jest ani stworzenie kółka wzajemnej adoracji, gdzie wszyscy myślą tak samo, ani obrona wartości za wszelką cenę, żeby wytrwali tylko Ci jedyni, prawowici i prawowierni. Rolą chrześcijan jest wyjście do ludzi, którzy najczęściej żyją i myślą inaczej niż my. W jaki sposób to robić? Na pewno nie poprzez naprawianie ludzi i przysłowiowe walenie Biblią czy dogmatami po głowie (w przenośni oczywiście). Żeby dotrzeć do ludzi, trzeba znaleźć taki język komunikacji, który będzie dla nich zrozumiały. Brak szacunku, otwartości, próby zrozumienia skomplikowanych ludzkich sytuacji, moralna ocena i chęć naprawiania innych z nastawieniem, że ja znam prawdę objawioną i za wszelką cenę tę prawdę muszę wszystkim objawić, obrażając ich przy tym po drodze, na pewno nie jest dobrym sposobem. Nawalanka pomiędzy samymi chrześcijanami i ciągle podejrzenia w stylu, „a jakiego Ty jesteś wyznania”, „jesteś wilkiem w owczej skórze”, jak nie głosujesz na tego i tego, nie możesz być człowiekiem wierzącym itp. (przytoczyłam teksty z własnego podwórka) na pewno nie zachęcają niewierzących do wiary. Nawet jeśli zdarza nam się utkwić w którymś z tych rowów, wychodźmy z nich jak najszybciej. Nikt nie chce żyć w skłóconej rodzinie…Dlatego wszystkim nam (sobie też) życzę więcej miłości i łaski, empatii, zrozumienia dla drugiego człowieka, otwartości, mniej kompleksów, zawiści i zazdrości. Więcej poczucia wartości, ale nie wyższości.

fot. Bianca Mentil, Pixabay

fot.
fot.


