
Mam wrażenie, że czasem jako chrześcijanie mamy problem z rozgraniczeniem zakresów odpowiedzialności. Otóż to nie jest tak, że wszystko robi Bóg…Jeśli nie zaplanujesz budżetu, nie wykonasz swoich obowiązków w pracy, nie wychowasz swoich dzieci itd., to nikt za Ciebie tego nie zrobi. Możemy się godzinami modlić o zdrowie, ale jeśli nie dbamy o siebie, nie odżywiamy się zdrowo, to możemy liczyć tylko na cud. A ktoś kiedyś powiedział, że prawdziwy cud, zdarza się wtedy, kiedy nie potrzebujemy cudu.
Po prostu Bóg ma swoją robotę do wykonania, a my swoją. Czasami „przeduchawiamy” zamiast wziąć odpowiedzialność za różne dziedziny w naszym życiu, a potem wołamy do Tego na górze, żeby jakoś zainterweniował. I On w swojej łasce i dobroci nam pomaga. Jak Tata, który pomoże swojemu dziecku, gdy jest w opałach. Przychodzi jednak moment, gdy przestajemy być duchowymi dziećmi. Gdy uczymy się brać odpowiedzialność za nasze decyzje i wybory. Dojrzewanie boli 🙂
Niektórzy z kolei chcą za bardzo mieć wszystko pod kontrolą, tak na wszelki wypadek, żeby trochę pomóc Bogu. „Złoty środek” tkwi jak zawsze…po środku 🙂 „Róbmy swoje”, jak śpiewał Młynarski, współpracujmy z łaską, a efekty zostawmy Najwyższemu…
