
Są takie filmy, po których obejrzeniu czujemy się ubogaceni, które coś w nas zmieniają na lepsze. Te filmy uwrażliwiają, opowiadają o tym, co tak trudno opisać słowami, sięgając głębiej do naszej duszy, czyniąc ją bogatszą i piękniejszą, są przy tym pozytywne.
W dobrym filmie nie trzeba szokować, przeklinać. Trzeba umieć opowiedzieć historię, która z pozoru może się wydawać banalna, a okazuje się uniwersalna. Takim właśnie jest hiszpański film „Seventeen”. (Nie znalazłam polskiego tytułu). To film drogi, z pięknymi widokami Kantabrii. Ten film jest tak fajnie zrobiony, że trudno napisać, o czym jest. Dotyka tematu relacji, bliskości i więzi. Młody chłopak, który wydaje się, ma trudności w odnalezieniu się w relacjach społecznych, z niezwykłą troską opiekuje się babcią i psem. Wyrusza w podróż ze swoim bratem, z którym odbudowują relacje. Film ma wiele warstw, jest też dużo humoru. Pomiędzy komercją i banalnością dzisiejszego kina, to jedna z perełek.
