Pójdziemy boso
fot. Oberholster Venita från Pixabay
Pamiętam jako mała dziewczynka skakałam po tapczanie z dezodorantem w ręku. Miałam swoją scenę i mikrofon. Włączałam na cały regulator kasety (bo wtedy były kasety) na magnetofonie „jamniku, (taki długi magnetofon z dwoma małymi wbudowanymi głośnikami). Śpiewałam z Roxette lub Michaelem Jacksonem. W małym podwarszawskim miasteczku, gdzie wtedy mieszkałam kasety kupowało się w sklepiku osiedlowym. To były czasy. Nie było i internetu, smartfonów, nawet MTV pojawiło się później. Dla niektórych brzmię pewnie jak dinozaur. W TV leciały koncerty Rebubliki, Soyki, Manaam, Lady Punk. Później pojawiła się Muzyczna Jedynka i wysyp polskich rockowych piosenkarek i zespołów, na których się wychowałam. Muzyka o czymś mówiła. Popularność wynikała z tego, że ktoś był utalentowanym artystą, który miał coś do przekazania. Dziś niektórzy chcą być znani dla samej sławy, która jest chwilowa i mija. Co my możemy pozostawić po sobie kolejnym pokoleniom? Pozostawmy żywą wiarę, wartości i miłość, które wyrażają się w konkretnym działaniu. Bądźmy i inspiracją dla innych, że warto iść pod prąd. Może to idealistyczne myślenie, ale i tak, gdy zawoła Bóg, pójdziemy boso, jak śpiewał Zakopawer…
