Przed ścianą


fot. S. Hermann & F. Richter, Pixabay
Niezwykłe jak muzyka może otworzyć w naszej duszy różne przestrzenie: wspomnień, odczuć, wrażeń z przeszłości. Siedzę na przerwie w pracy w szwedzkiej szkole i słyszę w radiu Tracy Chapman „Fast car”. Pamiętam, jak tłumaczyliśmy tę piosenkę na lekcji angielskiego, kilkanaście lat temu…I w ciągu sekund otworzyły się w mojej głowie wspomnienia z liceum. Był to super twórczy okres: koncerty 2 Tm2,3; paczka przyjaciół, imprezy „domówki”, glany i boyówki, kółko teatralne, chór, harcerstwo, intelektualne kino, słuchanie tekstów Osieckiej, zachwyt Kieślowskim i Dostojewskim. A potem moje nawrócenie i zachwyt Bogiem i żywą wiarą, mocne doświadczenie zmiany i przewartościowania życia, nowych kolorów, niezwykłego pokoju i miłości, poczucia szczęścia, którego nie dały mi inne doświadczenia
fot. Sarah Richter från Pixabay
Nic innego nie daje mi takiego życia, jak pisanie tekstów do muzyki, czasem uda mi się coś niechcący skomponować. Plumkanie na pianinie i śpiewanie dla Boga daje mi wielką radość. Nawet, jeżeli nie wychodzą z tej mojej twórczości światowej klasy dzieła, a ja nie mam głosu Whitney Houston, to są takie piękne momenty, kiedy świat jakby zastyga. Wiem, że On słucha, a nawet tworzy ze mną. Szukamy najpiękniejszych słów, melodii, razem wzruszamy się, tworzymy i cieszymy sobą. To są najpiękniejsze momenty. Większością nawet nie muszę dzielić się ze światem, bo po prostu zwyczajnie nie jest to na tyle dobre, a już wiele dobrej muzyki powstało. Czasem są to dopiero szkice, które dojrzewają i zmieniają się przez następne lata. Czasem po długim dopieszczaniu zdarzy się utwór, który wydaje mi się wart tego, żeby podzielić się z innymi…Piękne jest to, że w niebie nadal będziemy tworzyć, bez ograniczeń naszych umiejętności, braku czasu, zmęczenia, presji. Tam muszą powstawać prawdziwe arcydzieła. Cokolwiek daje Ci życie i radość RÓB TO! Z nim i dla Niego. Nawet pomimo zmęczenia, braku czasu, braku umiejętności!
fot. Oberholster Venita från Pixabay
Pamiętam jako mała dziewczynka skakałam po tapczanie z dezodorantem w ręku. Miałam swoją scenę i mikrofon. Włączałam na cały regulator kasety (bo wtedy były kasety) na magnetofonie „jamniku, (taki długi magnetofon z dwoma małymi wbudowanymi głośnikami). Śpiewałam z Roxette lub Michaelem Jacksonem. W małym podwarszawskim miasteczku, gdzie wtedy mieszkałam kasety kupowało się w sklepiku osiedlowym. To były czasy. Nie było i internetu, smartfonów, nawet MTV pojawiło się później. Dla niektórych brzmię pewnie jak dinozaur. W TV leciały koncerty Rebubliki, Soyki, Manaam, Lady Punk. Później pojawiła się Muzyczna Jedynka i wysyp polskich rockowych piosenkarek i zespołów, na których się wychowałam. Muzyka o czymś mówiła. Popularność wynikała z tego, że ktoś był utalentowanym artystą, który miał coś do przekazania. Dziś niektórzy chcą być znani dla samej sławy, która jest chwilowa i mija. Co my możemy pozostawić po sobie kolejnym pokoleniom? Pozostawmy żywą wiarę, wartości i miłość, które wyrażają się w konkretnym działaniu. Bądźmy i inspiracją dla innych, że warto iść pod prąd. Może to idealistyczne myślenie, ale i tak, gdy zawoła Bóg, pójdziemy boso, jak śpiewał Zakopawer…