Multimedialny detox

Od wczoraj mniej wchodzę na Facebook i Instagram. Nie oglądam „Youtubów” i „Netflixów”. Potrzebuję się przez chwilę zresetować. Messenger odbieram i może posta jakiegoś wstawię. Może częściej zadam sobie pytanie, czy to co mówię, o czym myślę i piszę, przynosi komuś pożytek czy nie. Jeśli nie, lepiej zamilczeć lub pomyśleć o czymś innym…Internet ma taką właściwość, że możesz tak siedzieć, przeglądać w sumie nie wiesz co, a czas minął, nie wiesz kiedy. Wszystkie te media mogą zrobić i dużo dobrego – człowiek poczuje się zrozumiany i polajkowany, a czasem i nie. Szczególnie jak ktoś wstawia zdjęcia przepysznych tortów i ciast, torturując tym tych, którzy chcieliby nie jeść słodyczy :)A czasem człowiek poczuje się niezrozumiany, zaatakowany, nie miał naprawdę złych intencji, a ktoś odczuł to inaczej. Wdał się zupełnie niepotrzebnie w dyskusje. W życiu też tak bywa niestety. Kto z nas nie miał takich sytuacji. A co dopiero w takiej niedoskonałej wirtualnej formie i rzeczywistości.
Jesteśmy tacy łasi na lajki, na to poczucie, żeby być dla kogoś ważnymi, żeby ktoś nas lubił i podziwiał. Z jednej strony to ludzka rzecz, z drugiej strony…Internet utrudnia nam trochę pozostanie wolnymi od ludzkiej opinii.
I nawet jeśli bycie zupełnie od tej opinii wolnymi jest mało prawdopodobne, to jednak czasem warto się trochę zdystansować do samego siebie…A na osłodę zdjęcie słodkości 🙂
fot. Sabine van Erp