fot. Alexas_Fotos, PixabayJuż dawno chciałam napisać o celebryctwie. W pewnym sensie przeraża mnie to zjawisko. Kiedyś, żeby być znaną osobą, trzeba było coś umieć. Zaśpiewać, zatańczyć, cokolwiek. Dziś celebryctwo w sieci kwitnie. Rzadko, ale czasem trafię z ciekawości zjawiska na jakąś taką osobę.
I wtedy jestem jeszcze bardziej zasmucona. Bo oprócz tego, że przeważnie jest to młoda dziewczyna i „wygląda”, to na tym się kończy. „Wygląda” to takie określenie wzięte od najmłodszej córki, która przebierając się po raz setny mówiła „mamo, zobacz wyglądam”. Ja bardzo lubię, jak kobieta „wygląda”. Tylko dobrze by było, żeby instagramowe idolki nastolatek miały szersze zainteresowania niż moda, kosmetyki i podróże. Celebryci i celebrytki nagrywają płyty, piszą książki, produkują filmy. Nie ważne, jaką ma to wartość intelektualną. Ważne, że się sprzedaje. I ja rozumiem, że tak działa rynek, ale potrzebujemy też trochę „kultury” przez większe K. A jak śpiewał Młynarski „a kultura, przyjaciele młodzi, polega na tym, że się nago po korytarzu nie chodzi. Ma być bogata, ma być skrzydlata. Chyba, że sponsor, sponsor niech lata”. Inteligencja się pochowała, jakoś słabo ich widać. Czas szybko leci, ani się obejrzę, moje córy staną się nastolatkami i będą miały instagramowe idolki…Dziewczyny promujmy nie tylko wygląd, ale i wartości, doceniajmy talenty, inteligencję i głębszą refleksję. Nie pozostawajmy na płyciźnie. Twórzmy inną kulturę!
