
Ella_87, Pixabay
Niezwykłe, że człowiek jednocześnie potrafi być tak mały w swojej grzeszności, robić i mówić głupoty i rzeczy straszne. Wiele grzechów wynika z naszego egocentryzmu, koncentracji na sobie. Ja, moje, mnie…ja osiągam, robię, zdobywam…ja mam to, muszę mieć to, ja chcę to. Kto ma kontakt z dwulatkami, wie o czym mówię. Ich ego jest tylko troszkę mniej ujarzmione niż nasze. Nasze też lubi wyłazić, jak słoma z butów.
Jest też druga strona człowieczego medalu. Zdolność do tworzenia i odbijania Bożego piękna, heroicznych czynów, poświęcenia dla drugiego człowieka, przekroczenia granicy siebie, granicy tego co widzialne i namacalne. W jednym z wywiadów Marek Piekarczyk mówi: „Chcę śpiewać tak, żeby z tej niedoskonałości pozostała jakaś iskierka czegoś co jest nie do ogarnięcia, czegoś doskonałego, świętego, nietykalnego, czegoś czego się nie da zbrudzić”. Nazwał dokładnie moje marzenie. Często do świętości nam bardzo daleko, ale jeśli możemy tym, co mówimy, robimy, jak żyjemy pokazać, że Bóg jest, choćby nawet w niedoskonałym człowieku, to warto być…
