Tuż za rogiem…



Z nowym rokiem nowe postanowienia. Tylko że postanowienia nic nie zmieniają w naszym życiu. Jeśli codziennie postanawiam, że zacznę od jutra, jutro raczej wydarzy się coś, co mi przeszkodzi w tym, aby zacząć. Bywamy maksymalistami. Chcemy wszystkiego albo nic. Albo od jutra jestem ideałem albo nie warto zaczynać. Możemy się szybko zniechęcić, bo poprzeczkę na wstępie postawiliśmy za wysoko. Dlatego dużo bardziej przemawia do mnie metoda małych kroków. Zmiana nie dzieje się od razu. Nie ma w tym żadnej magii. Tylko determinacją, konsekwencją i systematycznością możemy coś zmienić. Najczęściej jednak przychodzi życie i czasem ledwo starcza nam sił, żeby ogarnąć bieżączkę. Dlatego zamiast ćwiczyć codziennie, zacznę od 3 razy w tygodniu. Wystarczy, że ograniczę trochę mięso, cukier, kawę i netflix 🙂 Częściej poczytam coś wartościowego. Codziennie zrobię jedną rzecz dla własnego zdrowia. Życzę nam kochani w tym nowym roku trwałych pozytywnych zmian, choćby najmniejszych



Można żyć chrześcijaństwem, a można pokazywać chrześcijaństwo życiem. Jakie chrześcijaństwo pokazuję swoim życiem? Nie tym, co mówię, nie tym co pokazuję na Instagramie czy Facebooku, nie na spotkaniach czy konferencjach, ale w szarej codzienności. Dziś natrafiłam na taką perełkę: „Rozliczajcie się z sobą w sercach swoich”. (Ps. 4:5, Biblia Pierwszego Kościoła). Z tej prostej, a jakże głębokiej rady może skorzystać nawet osoba niewierząca. To nasze rozliczanie się powinno być codziennym nawykiem. Nie to, ile udało mi się osiągnąć, ile mam kasy, ale jak dziś traktuję ludzi, jakie dobro dziś płynie z mojego życia do życia innych. I czy przypadkiem przez mój egocentryzm nie krzywdzę kogoś. Czy inni chcą być tacy jak ja, żyć tak jak ja, czy tylko osiągnąć czy mieć to, co ja. Czy chcą być i żyć blisko mnie, czy przyciągam ich swoim charakterem, postawą, miłością, czy tylko podziwiają moją służbę, sukcesy, osobowość, talenty itp (A może niewiele we mnie podziwiają;-) ). Czy służę ludziom, czy ludzie służą moim celom… czy rzeczywiście potrafię innych stawiać wyżej, bez fałszywej pokory i poniżania siebie…

fot. Sasin Tipchai, Pixabay
Ludzie mi mówią, że „mówię jak jest”. Konfrontowanie się z prawdą nie jest jednak wygodne. Dlatego wielu z nas woli prawdę omijać, wypierać, tak żeby nie musieć się z nią konfrontować. Szczególnie bolesna bywa prawda o nas samych. A wykreowany przez nas instagramowo- facebookowy image bywa czasem lekko podkolorowany. Jednak wolimy patrzeć na pięknych zadbanych ludzi. Wolimy też lepiej myśleć o nas samych. Posiadamy pragnienie piękna, raju i doskonałości, które stworzył w nas Doskonały Twórca Piękna. A zatem nie bójmy się przeglądać w prawdzie i świetle, bo to Prawda wyzwala. Nawracajmy się, zmieniajmy, rozwijajmy się bez potępienia, mając perspektywę przeznaczenia. Wierzę, że zmierzamy do dużo piękniejszej i doskonalszej rzeczywistości nieba…i warto cisnąć na nieustanne nawracanie się.
fot. S. Hermann & F. Richter, Pixabay
Może nie słyszałaś/ nie słyszałeś zachwytów na swój temat, że robisz coś dobrze, że masz talent, że warto go rozwijać. Może nie byłaś/ nie byłeś zachęcany do tego żeby próbować, nie poddawać się! Żeby podejmować ryzyko życia tak, jak byś tego chciała/ chciał gdyby nie ograniczało Cię…no właśnie zawsze coś nasz ogranicza: brak pieniędzy, brak czasu, porównywanie się, negatywny bagaż doświadczeń, brak zachęty otoczenia. Skąd czerpać wiarę w takich sytuacjach? Jest ktoś kto zawsze w Ciebie wierzył, kto zna Cię na wylot, kto wie do czego jesteś stworzona/y! To oczywiście Stwórca, który jest dumny ze swojego stworzenia. Który nie stwarza niczego przypadkowego, bo mu tak niechcący wyszło w pośpiechu. On stworzył Cię świadomie i ze skupieniem na Tobie konkretnie. To nie była taśmowa produkcja, byle szybciej i byle jak. On Cię dokładnie zaplanował i stworzył do dobrych czynów. Ale nie dla celów użyteczności, tylko z i dla miłości. Jeśli tylko to powołanie odkryjemy, będziemy wiedzieli, że jesteśmy we właściwym miejscu i czasie. A zatem w drogę pełną wiary, nadziei i miłości w Nim i z Nim. Nawet jeśli czasem słońce, czasem deszcz, czasem z wiatrem lub pod wiatr. To nie chcę za ileś lat żałować, że zmarnowałam szanse czy możliwości, tylko dlatego, że nie spróbowałam, nie walczyłam.
fot. Free-Photos från Pixabay
W dzisiejszych czasach temat świętości jest coraz mniej popularny, bo niewygodny. Zakorzenieni w konsumpcyjnej kulturze jesteśmy nastawieni na sukces, szybkie zdobywanie, potrzebujemy czuć się „kimś”. Pochwalić się naszymi osiągnięciami, wyznaczać produktywne cele i przeć do przodu, aby inni nas nie wyprzedzili. Ta kultura przenika do chrześcijaństwa i ani się nie obejrzymy, a tkwimy w tym po uszy. Uprawiamy „chrześcijańską” politykę wchodzenia w układy i układziki. Żebyśmy tylko nie wypadli z rynku chrześcijańskiego, żeby inni nas nie przegonili. Dlatego nieustannie musimy być fit, w formie duchowej, mieć nowe „mądre” objawienia, rozwijać nasze służby. Poprzez modlitwę próbujemy kontrolować Boga i nasze osiągnięcia. Nawet, jeśli potrzebujemy Jezusa, to po to, aby spełniał nasze marzenia, przyklaskiwał naszym celom, aby spełniały się nasze wizje. Nawet jeśli odebrane od Boga, to nadal są to:„moja” wizja, „moje” objawienie, „moja” służba, bo Pan „mi” powiedział i „moja” ciężka praca. Często będąc w biegu i pędzie naszych aktywności możemy być nawet nieświadomi, że wpadliśmy w tę pułapkę. Jest to kwestia nie tego, co zewnętrzne, ale motywacji, serca. Dlatego tak lubię książki i filmy o świętych, pustelnikach. Jedną z moich ulubionych jest książka „O naśladowaniu Chrystusa”. Niedawno przyszła mi taka myśl do głowy: czy będziesz ze Mną tak po prostu, bez innego celu niż bycie blisko i poznanie Mnie dla samego poznania. Bez pragnienia chrześcijańskiego sukcesu, bez potrzeby udowadniania sobie i światu, jaki jesteś wspaniały, pracowity, mądry, utalentowany i ile osiągnąłeś. Bez karmienia swojego ego. Potrzebujemy jeszcze wiele zrozumieć z tego czym jest niepopularny temat „śmierci w Chrystusie” czym jest zakorzenienie i bycie w Nim.