Świat „insta”


Dziś trochę o emocjach. Zainspirował mnie wpis znajomej z facebooka. Nie nasze emocje są wyborem, a nasze reakcje. Jeśli przepracujemy różne nasze emocje: skąd się one wzięły, dlaczego np. są tak intensywne, to można te goliaty pokonać, tzn. reakcje, bo emocje po prostu są…Tylko psychopaci ich nie odczuwają…A podobno większość liderów cechuje rys psychopatyczny (nie mylić z psychopatą). Pokolenie naszych rodziców rzadko mówi o emocjach, o byciu świadomym siebie i swoich potrzeb. Nieprzepracowane w nas emocje powodują narastające agresję czy frustrację, które nagle wybuchają np. w naszych antypatiach politycznych lub w sytuacjach, gdzie intensywność przeżywanych emocji zaskakuje ludzi wokół nas. Szczególnie jako kobiety, które uczy się, żeby były miłe i grzeczne i żeby poświęcały się dla rodziny (jakoby nawet biologia i hormony mają ku temu im służyć), potrzebujemy różne emocje w nas przepracować… Pytanie, czy zawsze mamy być miłe i grzeczne…Bywają sytuacje, kiedy potrzebujemy zaznaczyć granice, kiedy nie możemy dać się wykorzystywać…A zbyt miłych i grzecznych łatwiej wykorzystać…Dlatego bądźmy przede wszystkim szczerzy z samymi sobą. Prawda zawsze wyzwala 🙂
fot. LUM3N, Pixabay
Mam wrażenie, że niektórzy chrześcijanie żyją czasem w bańce wiecznej szczęśliwości, przynajmniej z pozorów. Idziemy, zdobywamy, mamy wizję, nie ma tu miejsca na słabość, z choroby Jezus uzdrawia, a starość nas młodych jeszcze nie dotyczy. Przecież „Jezus Cię kocha”, „Jezus się tym zajmie”, a „Ty się módl i ufaj Panu”. To jest lekarstwo na wszystkie problemy, a ja „pomodlę się za Ciebie”. Mam wrażenie czasem jakby był to rodzaj magicznego myślenia, wypowiem zaklęcie i wszystko będzie super. Cierpienie jakby nie istniało. Próbujemy je jakoś wyprzeć, nie mówić, ewentualnie mamy argument, że Jezus też cierpiał na krzyżu i było to cierpienie dużo większe niż nasze małe wyzwania. Są tacy, którzy problemy nazywają wyzwaniami, oni nie mają problemów. Dopiero, kiedy stajemy przed sytuacjami czyjejś lub naszej depresji, choroby, śmierci, widzimy jak nasze życie jest kruche. Jak bardzo potrzebujemy Boga w naszej słabości i nieudolności, żeby po prostu przetrwać. Kiedy zmierzamy się z niespełnionymi oczekiwaniami, przestajemy wypierać rzeczywistość i oszukiwać samych siebie, że wszystko jest wspaniale. Jeszcze bardziej rozumiemy, jak desperacko potrzebujemy doskonałej miłości i wiary nie z tego świata. Życie po prostu nie jest czarno białe. Nie jest łatwe. Życie nas po prostu czasem przerasta. I to jest OK.
fot. Sasin Tipchai, Pixabay
Ludzie mi mówią, że „mówię jak jest”. Konfrontowanie się z prawdą nie jest jednak wygodne. Dlatego wielu z nas woli prawdę omijać, wypierać, tak żeby nie musieć się z nią konfrontować. Szczególnie bolesna bywa prawda o nas samych. A wykreowany przez nas instagramowo- facebookowy image bywa czasem lekko podkolorowany. Jednak wolimy patrzeć na pięknych zadbanych ludzi. Wolimy też lepiej myśleć o nas samych. Posiadamy pragnienie piękna, raju i doskonałości, które stworzył w nas Doskonały Twórca Piękna. A zatem nie bójmy się przeglądać w prawdzie i świetle, bo to Prawda wyzwala. Nawracajmy się, zmieniajmy, rozwijajmy się bez potępienia, mając perspektywę przeznaczenia. Wierzę, że zmierzamy do dużo piękniejszej i doskonalszej rzeczywistości nieba…i warto cisnąć na nieustanne nawracanie się.

Niezwykle poruszył mnie film „Into the wild” („Wszystko za życie”). O chłopaku, który kończy prestiżowy college i udaje się w podróż bez samochodu, bez pieniędzy. Jego wędrówka trwa dwa lata. Szuka sensu, prawdy, chce pokazać, że można żyć poza układem władzy i pieniędzy. Poprzez tę podróż neguje materialistyczny i fasadowy styl życia swoich rodziców. Jednocześnie próbuje poradzić sobie z ich brakiem miłości między sobą i rozwodem. Spotyka na swej drodze ludzi: przyszywanych rodziców, przyszywanego brata i dziadka, z którymi buduje czyste, bezinteresowne relacje. Czy udaje mu się przebaczyć, spotkać Boga i przeżyć na Alasce? Film jest tylko inspirowany prawdziwą historią…Dla mnie jest to bardziej opowieść o podróży w głąb duszy niż podróżniczą historią o tym, jak kończy się brawura. Lekcja z tego filmu, którą biorę dla siebie: potrzebujemy rozprawić się z przeszłością, naszym rodzinnym backgroundem…a mnie jako rodzica uczy, że to co możemy dać naszym dzieciom, to miłość między sobą. Żadne pieniądze tego nie zrobią. Nie dadzą tego fundamentu miłości, który buduje tożsamość dziecka. Życzę każdemu z nas, żeby wyszedł zwycięsko z takiej wędrówki, odnalazł spokój i szczęście w Bogu i z Bogiem.
Ostatnio miałam dylemat, czy opisywać rzeczy, takie jakie są i czy pisać, to co naprawdę myślę, nawet jeśli może to być dla kogoś kontrowersyjne. Czy pozostać przy motywujących postach, które w miarę wszystkim się będą podobać. Bo niewątpliwie wszyscy bardzo potrzebujemy na tym świecie zachęty i dobrego słowa. Czasem jednak coś nas naprawdę wkurza…i mówienie, że wszystko jest ok., kiedy nie jest ok. staje się zaklinaniem rzeczywistości. A może jednak lepiej zawsze pisać, że Jezus jest odpowiedzią na wszystko, żeby ktoś nie zarzucił nam narzekania i braku wiary. Bo choć naprawdę wierzę, że On jest odpowiedzią na nasze problemy i wiele razy doświadczyłam Jego miłości i wsparcia, to rzeczywistość jest procesem i pracą. Wiara nie jest magicznym działaniem czarodziejskiej różdżki! Bóg nie jest jak automat- maszynka do spełniania życzeń, choć czasem bardzo by nam pasowała taka koncepcja chrześcijaństwa: wrzucasz monetę i masz co chcesz. Tak czasem traktujemy Boga i i modlitwę, jak próbę przekonania Go, żeby błogosławił nasze plany, naszą wizję i naszą służbę. Prawdziwe chrześcijaństwo zaczyna się wtedy, kiedy nie ja już żyję, ale żyje we mnie Chrystus. I sama sobie to powtarzam, że szczeble po chrześcijańskiej karierze prowadzą w dół, aż do śmierci na krzyżu, aż do śmierci mojego ego. Ta koncepcja choć mniej wygodna, jest jednak prawdziwsza niż serwowana czasem „ewangelia sukcesu” . Dlatego nie obiecuję ludziom, że jak się nawrócą, to ich wszystkie problemy się skończą z dnia na dzień. Dojrzewanie boli, jak piszę w jednym z utworów. Ale miłość Ojca jest bezcenna i warta wszystkiego!