Prawdziwe lajki
fot. Sabine van Erp
fot. Sabine van Erp
Niezależnie, kto wygrał wybory, świat toczy się dalej. A my możemy coś dobrego temu światu dać. Swoim życiem, postawą miłości i szacunku do każdego człowieka, pokazać, że chrześcijanie są normalni. Swoją pracą nad sobą (we współpracy z Duchem Świętym), miłością do siebie samych (bo kto nie umie kochać siebie, nie będzie umiał prawdziwie pokochać innych), wiarą, dzięki której możemy robić rzeczy, których nie udźwignęlibyśmy bez niej. „Beze Mnie nic nie możecie uczynić” (Jn 15, 5), jednocześnie możemy wiele z Nim i w Nim. Zawsze możemy zrobić coś dobrego tam, gdzie jesteśmy, w tym czasie, w którym jesteśmy. I pamietajmy „pokora nie da się obrazić”(Bogdan Olechnowicz). Dobrze życzmy tym, którzy nam źle życzą. To jest szaleństwo miłości i prawdziwego chrześcijaństwa. Pozdrawiam wszystkich w ten piękny dzień z wycieczki:)


Czy masz czasem wrażenie, że zbierają się nad Tobą czarne chmury niesprzyjających okoliczności i wszystko układa się inaczej niż zaplanowałaś/zaplanowałeś? Pojawia się wtedy pewien rodzaj presji, jakby się szło w czymś gęstym, a Twoje nogi pomimo Twoich wysiłków, grzęzną i nie możesz poruszyć się do przodu, choć przecież idziesz. Odczuwasz wtedy większe zmęczenie i napięcie. Bywają to kwestie kluczowe w naszym życiu czy w życiu naszej rodziny. Na szczęście zawsze po takich chmurach pojawia się słońce. U nas ostatnio nad naszym domem fizycznie pojawiła się tęcza, właśnie po takich chmurach niesprzyjających okoliczności. Tak więc, jeśli takie trudne okoliczności się pojawiają, one nie będą trwały wiecznie. W życiu tak bywa, czasem słońce, czasem deszcz. U nas właśnie deszcz… Ale w pamięci mam słońce i tęczę 🙂

|
OdpowiedzPrzekaż dalej
|
fot. Mariangela Castro (Mary), Pixabay
Mam wrażenie, że chrześcijanom jest czasem tak dobrze we własnym sosie, że zapominają, iż istnieje świat zewnętrzny i że ludzie poza myślą zupełnie inaczej. Albo ten świat jawi im się jako tylko zły, jako istna Sodoma i Gomora. A rolą chrześcijan nie jest ani stworzenie kółka wzajemnej adoracji, gdzie wszyscy myślą tak samo, ani obrona wartości za wszelką cenę, żeby wytrwali tylko Ci jedyni, prawowici i prawowierni. Rolą chrześcijan jest wyjście do ludzi, którzy najczęściej żyją i myślą inaczej niż my. W jaki sposób to robić? Na pewno nie poprzez naprawianie ludzi i przysłowiowe walenie Biblią czy dogmatami po głowie (w przenośni oczywiście). Żeby dotrzeć do ludzi, trzeba znaleźć taki język komunikacji, który będzie dla nich zrozumiały. Brak szacunku, otwartości, próby zrozumienia skomplikowanych ludzkich sytuacji, moralna ocena i chęć naprawiania innych z nastawieniem, że ja znam prawdę objawioną i za wszelką cenę tę prawdę muszę wszystkim objawić, obrażając ich przy tym po drodze, na pewno nie jest dobrym sposobem. Nawalanka pomiędzy samymi chrześcijanami i ciągle podejrzenia w stylu, „a jakiego Ty jesteś wyznania”, „jesteś wilkiem w owczej skórze”, jak nie głosujesz na tego i tego, nie możesz być człowiekiem wierzącym itp. (przytoczyłam teksty z własnego podwórka) na pewno nie zachęcają niewierzących do wiary. Nawet jeśli zdarza nam się utkwić w którymś z tych rowów, wychodźmy z nich jak najszybciej. Nikt nie chce żyć w skłóconej rodzinie…Dlatego wszystkim nam (sobie też) życzę więcej miłości i łaski, empatii, zrozumienia dla drugiego człowieka, otwartości, mniej kompleksów, zawiści i zazdrości. Więcej poczucia wartości, ale nie wyższości.
fot. Alexas Fotos, Pixabay
fot. Mike GoadDziś trochę o emocjach. Zainspirował mnie wpis znajomej z facebooka. Nie nasze emocje są wyborem, a nasze reakcje. Jeśli przepracujemy różne nasze emocje: skąd się one wzięły, dlaczego np. są tak intensywne, to można te goliaty pokonać, tzn. reakcje, bo emocje po prostu są…Tylko psychopaci ich nie odczuwają…A podobno większość liderów cechuje rys psychopatyczny (nie mylić z psychopatą). Pokolenie naszych rodziców rzadko mówi o emocjach, o byciu świadomym siebie i swoich potrzeb. Nieprzepracowane w nas emocje powodują narastające agresję czy frustrację, które nagle wybuchają np. w naszych antypatiach politycznych lub w sytuacjach, gdzie intensywność przeżywanych emocji zaskakuje ludzi wokół nas. Szczególnie jako kobiety, które uczy się, żeby były miłe i grzeczne i żeby poświęcały się dla rodziny (jakoby nawet biologia i hormony mają ku temu im służyć), potrzebujemy różne emocje w nas przepracować… Pytanie, czy zawsze mamy być miłe i grzeczne…Bywają sytuacje, kiedy potrzebujemy zaznaczyć granice, kiedy nie możemy dać się wykorzystywać…A zbyt miłych i grzecznych łatwiej wykorzystać…Dlatego bądźmy przede wszystkim szczerzy z samymi sobą. Prawda zawsze wyzwala 🙂
Dziś Dzień Taty! Niektórzy mają lub mieli ojców zaangażowanych i kochających, którzy są niedoścignionymi wzorami, niektórzy ojców obecnych fizycznie, ale mniej emocjonalnie, niektórzy już nie mają ojców lub nigdy ich nie mieli. Niektórzy z różnych powodów nie lubią o tym mówić. Niektórzy sami są tatusiami i wiedzą już jak niełatwo jest po drugiej stronie rodzicielstwa. Jak niełatwo jest poświęcić jakościowy czas dzieciom, pracować nad własnymi emocjami, słuchać i wysłuchać, mówić do dzieci świadomie z myślą, że to, co i jak mówimy ma na nie wpływ, przerobić własną relację z ojcem. Mam możliwość obserwować Lukiego, tatę naszych dzieci, jego zaangażowanie w rodzinę, to ile wkłada wysiłku w sprawy domowe, jak sam nieustannie rozwija się w rodzicielstwie, jak spędza czas z nami. Jestem mu za to bardzo wdzięczna 🙂 Jak uczyć się tej rodzicielskiej miłości? Przede wszystkim szukać inspiracji u doskonałego Ojca, który kocha bezwarunkowo, który patrzy na nas oczami wiary, nieustannie widząc potencjał i kibicuje nam. On ma wszelkie zasoby nieba, odda nam wszystko, żebyśmy byli szczęśliwi, a właściwie już oddał. Tak bardzo potrzebujemy dobrych ojców, tych ziemskich i tego Niebiańskiego. Z dzisiejszej okazji życzę nam wszystkim tej miłości.
