Na luziczku



Czy wiecie, że niektórzy kawosze twierdzą, że Jezus zamienił w Kanie Galilejskiej wodę w kawę 🙂 Jeden z moich ulubionych rozdziałów – księga Izajasza, rozdział 55, towarzyszy mi od wielu lat. Natrafiłam na niego, kiedy modliłam się o dobrego męża. Ten rozdział od kilkunastu lat jest dla mnie tak samo poruszający. Dodaje mi sił na kolejnych etapach życiowej wędrówki. Stał się drogowskazem w moim życiu. Nieustannie się wypełnia. Niezwykła jest moc rażenia słowa, jego twórczy potencjał…Choćby było napisane wiele wieków wcześniej, nie traci na aktualności. Uniwersalne, a jednocześnie tak niezwykle osobiste, może poruszyć człowieka. Jakby Ktoś, wiele wieków wcześniej, napisał je specjalnie dla mnie. Nagle słowo zaczyna istnieć poza czasem i przestrzenią, nieśmiertelne i tak bardzo bliskie…


Kiedy byłam małą dziewczynką, uwielbiałam się bardzo wysoko bujać na huśtawkach i robić akrobacje na trzepaku. Panie w przedszkolu były podobno przerażone, obserwując moje poczynania. Dziś już nie jestem w stanie się za długo huśtać, ale nadal próbuję dbać o swoje wewnętrzne dziecko. Pomimo różnych życiowych wyzwań nie chcę stracić dziecięcej ciekawości i pozytywnego nastawienia. Dzieci mówią to, co myślą, chłoną życie wszystkimi zmysłami jak gąbka wodę, cieszą je na pozór drobne rzeczy, więcej czują. Dzieci nie komplikują rzeczywistości nadmierną analizą, są otwarte wobec ludzi, spodziewają się od nich dobra. Dziecko w nas nadal potrzebuje przytulenia, wielu pozytywnych słów i bezwarunkowej miłości. Nie musimy się tego wewnętrznego dziecka wstydzić, nie musimy za nie przepraszać. Nie mówimy tu o egocentryzmie czy infantylności, ale o miłości do samego siebie. Nie jesteśmy w stanie kochać innych, nie kochając samych siebie, nie troszcząc się o własną duszę. „Nie jesteś w stanie zbliżyć się do kogoś, jeżeli ty sam nie zdołałeś zbliżyć się do siebie” (Igor Herbut)

„Sukces nie polega na osiąganiu czegoś w przyszłości, lecz na robieniu tego, co kochasz teraz”. (Leo Babauta). Piękne zdania wyczytane na instagramie portalu deon.pl. Jeżeli udaje Ci się robić tu i teraz to, co sprawia Ci radość i do czego masz pasje, to już bardzo dużo. Często myślimy o tym wymarzonym sukcesie za ileś lat. Nakładamy na siebie presje i niepotrzebny stres, żeby udowodnić sobie innym, że możemy, że damy radę. Porównujemy się do tych, co już odnieśli ten sukces i osiągnęli to, co my byśmy chcieli. Zabieramy sami sobie radość z robienia tego, co kochamy. Czasem od dawna coś chcieliśmy robić, ale życie tak nam się układa, że nasze siły czy energię poświęcamy czemuś innemu: rodzinie, pracy, która nas utrzymuje, wybudowaniu domu itp. Tymczasem, jeśli robienie czegoś sprawia Ci radość, spróbuj znaleźć czas i rób to. Może teraz nie jest to możliwe, ale za kilka lat będzie. Nie poddawaj się. Nie musisz śpiewać, jak Celin Dion, żeby po prostu to robić i mieć z tego radość. Nie musisz być wirtuozem instrumentu, żeby komponować. To czy kiedyś dojdziesz do etapu, że będziesz robić coś na tyle dobrze, żeby innym to sprawiało radość, to już inna kwestia. Zawsze znajdą się lepsi i gorsi od Ciebie. Nigdy się nie porównuj. Jeśli będziesz coś robić regularnie, będzie Ci to coraz lepiej wychodzić. Potrzebujemy czasem spuścić balonik oczekiwań i presji, które mamy wobec samych siebie i wrócić do prostej radości z tego, co robimy. Doceniać siebie za to, co nam się dziś udało. Jeśli dziś nam się nie udało, jutro może się udać. Każdy dzień jest nowym początkiem. Zamiast myśleć o tym co straciliśmy, możemy dziś zrobić coś, żeby to odzyskać. Miej do siebie więcej łaski i wyrozumiałości…️

„Ludzie raczej słabi są, a ja to słabo znoszę” (Taco Hemingway). Prawda jest taka, że wszyscy jesteśmy słabi. Podziwiamy wielkich bohaterów, oglądamy filmy, gdzie ludzie są niezniszczalni, tęsknimy do nieśmiertelności, rzeczy wielkich. A łatwo nam utknąć w rzeczach przyziemnych, nałogach, słabościach charakteru. Jesteśmy zdolni i do heroicznych czynów i zwykłej podłości. Taka jest nasza natura. Chrześcijanie powiedzieliby, że jest grzeszna, niewierzący w Boga, że zwyczajnie słaba. Możemy wypracowywać silną wolę, wyznaczać kolejne cele, nieustannie motywować się do rozwoju. Potrzebujemy jednak głębszego sensu, głębokiego poczucia bezwarunkowej miłości i przynależności. Wierzę, że jako stworzenie potrzebujemy Stwórcy. Szukamy w różnych miejscach, próbujemy się oszukać, zapełnić nasze serce „netflixami”, pracą nad sobą, czy zwykłą codziennością. Ale póki stworzenie nie powróci do Edenu- miejsca, gdzie Tata, nie Ojciec (ojciec nam się może różnie kojarzyć) kocha bezwarunkowo i bezgranicznie, będzie się miotać zagubione, to tu to tam.



Choć „wszystkie dzieci nasze są”, jak śpiewała Majka Jeżowska, nasze dzieci nie należą do nas. One nam są powierzone. Chcemy je wyposażyć we wszystko, co tylko sami mamy, żeby czuły się szczęśliwe i kochane, miały poczucie wartości, budowały zdrowe pełne zaufania więzi. Chcielibyśmy, żeby miały w życiu pasję do czegoś, umiały troszczyć się o ludzi i otaczający ich świat, żeby umiały niezależnie myśleć, nie dawały sobie wciskać kitu, umiały powiedzieć nie. Dużo tego, ale można to sprowadzić do mnóstwa przytuleń, doceniania, słuchania, pozwolenia na wyrażanie emocji. Ja jeszcze nie mam dzieci w wieku nastoletnim, ale nasze dzieci już nie mają problemu z wyrażaniem swojego zdania, asertywnością i negocjacjami 🙂 Jako pedagog cieszę się z tego. Jako rodzic chciałabym, żeby potrenowały czasem te umiejętności gdzieś indziej niż w domu 🙂 Ale dom to najbezpieczniejsze miejsce. Tam powinniśmy czuć się kochani i akceptowani, żeby wyrazić swoje emocje, nauczyć się je nazywać i słuchać się wzajemnie. Nasz najstarszy syn ma już 10 lat. Dzieci tak szybko rosną…Warto łapać te chwile z nimi, bo ani się obejrzymy, a oni już stają się nastolatkami, a potem dorosłymi…
